JAK WYKORZYSTAĆ SŁAWĘ CELEBRYTY BY OLŚNIĆ KAMPANIĄ?

28 czerwca 2016

Utworzone przez mediacom

Celebryci to dobry nośnik reklamowy. Są szeroko rozpoznawalni, mają swoich fanów i zasięgi w social mediach. Dlatego są mocnym wabikiem na konsumentów. Często można jednak odnieść wrażenie, że markom brakuje pomysłu na to, jak można wykorzystać potencjał znanej osoby. Liczy się tylko fakt, że znana twarz pojawi się przy produkcie, na naszym evencie lub Facebooku. Tylko czy rzeczywiście takie działania pomagają naszej kampanii czy raczej jej szkodzą? A gdyby tak zacząć wykorzystywać celebrytów bardziej efektywnie?

Mniej nie znaczy gorzej

Wielu firmom zależy na wypromowaniu swojego loga podczas kampanii. Często używają do tego portali społecznościowych swoich ambasadorów. Ale czy naprawdę oscentacyjne pokazanie loga jest jedyną drogą do sukcesu?

Współpraca Kobe Bryant’a oraz Nike są najlepszym dowodem na to, że nie. Nike wykorzystała zakończenie kariery koszykarza do launchu limitowanej edycji butów w nietypowy sposób. Zamiast standardowej reklamy nakręcili manifest w formie symfonii, w której Kobe jest dyrygentem – kieruje chórem złożonym z… nienawidzących go kibiców innych drużyn. Słowa, które padają w trakcie piosenki, zdają się nie ranić Kobe’go. Wręcz przeciwnie – schodzi z parkietu jak zwycięzca, odnosząc triumf, doskonale wyrażając w ten sposób typowe dla Nike „Just do it”, które pojawia się jedynie jako podsumowanie, na końcu wideo. Mimo, iż wideo nie skupia się na produkcie oraz wyraźnym brandingu, konsumentowi łatwo wychwycić „bądź zwycięzcą jak Kobe – just do it” i powiązać to z Nike. Zapewne dzięki tak sprytnemu zaangażowaniu ambasadora wideo zdobyło już ponad 6,6 mln wyświetleń.

https://youtu.be/qQYz0I5dE_A

Euro, Euro i… Gmoch

Patrząc na nasz polski rynek, ze świecą można by szukać tak zgrabnego użycia celebryty w kampanii. Marki prześcigają się w znanych nazwiskach i… niestety w wielkości brandingu. Szczególnie teraz, gdy szał Euro dosięgnął prawie wszystkich, walle znanych osób, przede wszystkim piłkarzy i trenerów, pełne są reklam, produktów i … negatywnych komentarzy. W takim clutterze łatwo zagubić i naszego ambasadora, i przekaz naszej kampanii.

A może by zaistnieć, trzeba skończyć z epatowaniem produktem z perspektywy funkcjonalnej i wyreżyserować spot np. obejmując rolę trenera, który obserwuje mecz z ławki? Na takie podejście zdecydował się bukmacher sportowy Betsson. Firma dotychczas mało znana, zaprosiła do współpracy byłego selekcjonera i zarazem najstarszego komentatora sportowego w Polsce – Jacka Gmocha – i zrobiło się o niej głośno.

Stworzyli oni wideo w dosyć odważnej formie – ostatniej woli Gmocha. Na pierwszy rzut oka ciężko się domyślić, że jest to reklama. Zdaje się wręcz, że jest to prywatne życzenie komentatora skierowane do reprezentacji. Nikt na siłę niczego nie wpycha, nie zachęca. Dopiero na koniec video, dzięki delikatnemu brandingowi i przekierowaniu na stronę marki, okazuje się, że jest to reklama zakładów sportowych.

źródło: e-playbet.com

Czas na zmiany!

Prawdą jest, że płacimy celebrytom za użyczenie wizerunku, do którego, po podpisaniu umowy, mamy prawo. Warto dwa razy zastanowić się nad formą i kształtem współpracy z celebrytą. Pozbawienie kampanii oczywistego brandingu na pewno wymaga odwagi. Może jednak powinniśmy podjąć ryzyko i zmniejszyć widoczność marki, by mocniej dotrzeć do uczuć konsumenta i pozostać zapamiętanym na dłużej?

Powiązane wpisy

0 Comments

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden × 4 =

Share This