SUKCES NAPĘDZANY PIŁKĄ CZY MARKETINGOWA BAŃKA?

16 września 2016

Utworzone przez mediacom

Ten rok zdecydowanie należy do Roberta Lewandowskiego, który w sezonie 2015/2016 został królem strzelców ligi niemieckiej, a jego zespół Bayern Monachium zdobył ligowe mistrzostwo Niemiec. Na domiar tego piłkarz poprowadził Polską Reprezentację na Euro 2016 we Francji, gdzie nasza drużyna zagrała bardzo dobry turniej. Wszystko to złożyło się na nieosiągalną do tej pory na rodzimym rynku popularność – 9 mln fanów na Facebook’u, 6,9 mln obserwujących na Instagramie, gdzie RL9 wręcz miażdży konkurentów.

Wszystko to złożyło się na rosnącą popularność również na rynku reklamy. W tym roku Robert Lewandowski nie mógł narzekać na brak ofert. Odpowiadając na pytanie „jakie marki obecnie promuje piłkarz?” ciężko jednoznacznie odpowiedzieć i potrzebna jest chwila zastanowienia. Na ten moment Robert wystąpił w reklamach Vistula, Nike, Gillette, Huawei, LOTOS, T-mobile, Head&Shoulders, do tego wziął udział w kampaniach społecznych, np. we wspierającej krwiodawstwo „Twoja krew, moje życie” i w akcji #namaxadlaMaxa, której celem było uratowanie życia Maxa Świerkowskiego.


źródło:eurosport.onet.pl

„Nieważne co mówią, byle nazwiska nie przekręcali”

Z czasem cały szum wokół piłkarza zaczął osiągać efekt odwrotny do zamierzonego. Ciężko skłonić ludzi do wiary w to, że dany celebryta naturalnie uosabia jakieś silne wartości danej marki, jeśli jego wizerunek jest wykorzystywany w takiej ilości kampanii. Pojawiają się negatywne komentarze wśród konsumentów, a nawet wśród strategów z agencji reklamowych, którzy stwierdzają, że nastąpił przesyt piłkarzem.

Wykorzystanie gwiazdy piłki nożnej w komunikacji w trakcie Euro było bardzo wskazane. Na tle innych naszych piłkarzy bezsprzeczną gwiazdą jest Lewandowski, więc zrozumiałe jest, że to właśnie pod jego sukcesy i wizerunek marki chcą się „podpiąć”. Wykorzystanie sławnej osoby, która z założenia jest dobrem luksusowym, zdecydowanie podnosi prestiż marki i ma pozytywny wpływ na jej postrzeganie. Jednak Robert Lewandowski, który pojawia się w „co drugiej reklamie”, takim dobrem być przestaje. Nadmiar reklam sprawił, że są to tylko kolejne spoty, w których napastnik po prostu występuje. Wielu też twierdzi, że mamy do czynienia z brakiem pomysłu na komunikację lub próbą nachalnego wykorzystania osoby, która jest „na topie”. Jest to problem kreatywnego podejścia do wykorzystania wizerunku celebryty, gdyż sama jego obecność nie zagwarantuje osiągnięcia 100% założeń strategicznych kampanii.

źródło: www.elle.pl

Gra o wielkie pieniądze!

Pewnym jest to, że kontrakty reklamowe przyniosą Robertowi wiele milionów złotych, dlatego też nie można mieć żalu do napastnika, który wie, że to jest jego 5 minut i chce je wykorzystać. Lewandowski jest świadom swojej pozycji, dlatego też trzeba wykonać ukłon w stronę jego menedżera za to, że zdobył dla niego tyle kontraktów reklamowych.

Dobór marek również nie mógł być przypadkowy, ponieważ wszystkie mniej lub bardziej pasują do wizerunku piłkarza. Pokazują one Roberta z jego marzeniami z dzieciństwa, jego relacje z rodzicami, pracę na boisku, a nawet sposób w jaki spędza czas wolny. Każda z kampanii, w których wziął udział, odznacza się innym podejściem i właśnie nawiązaniem do jego historii. Jednak kontrakty te sprawiają, że RL9 nie może zapuścić brody, nie może pić napojów marki Pepsi, musi rozmawiać przez telefon marki Huawei, na boisku ubierać się w produkty marki Nike, a na galach pojawiać się w odzieży Vistuli. Co więcej, złamanie zapisów skutkowałoby karami finansowymi. Niestety takie informacje nie wpływają pozytywnie na wizerunek piłkarza, a konsumenci sami zauważają że nie jest on spójny.

Źródła:

  • www.wirtualnemedia.pl
  • www.nowymarketing.pl
  • www.eurosport.onet.pl
  • www.sportowefakty.wp.pl

Powiązane wpisy

0 Comments

0 komentarzy

Share This